Aleksandra Mosiejczuk

Malowaniem pisanek zainteresowałam się – wspomina pani Aleksandra - gdy jedna z koleżanek przyniosła pudło wypełnione pisankami. Zatkało mnie totalnie, bo wyglądało to tak, jakby otworzyła pudełko z klejnotami. Natychmiast spytałam jak się to robi no i nauczyłam się. To było lat temu chyba już trzydzieści i od tej pory robię pisanki. Koleżanka pochodziła z okolic Suwałk, więc to pisanki białostockie. Maluję jajka ponad trzydzieści lat, więc wymalowałam ich tysiące i wszystkie pałeczki, kreseczki, przecinki wychodzą mi bardzo precyzyjnie. To nie jest początkowo łatwe, nie można się jednak zniechęcać, to kwestia wprawy, nanoszenie wzoru na pisanki też trzeba trenować, żeby wychodził nam równo, symetrycznie. Moje pisanki są już w bardzo wielu krajach od Ameryki przez Niemcy, Austrię.