Kornelia Przygoda

Sen o zielonym psie

Pewnego sobotniego ranka Gosia budząc się usiadła na łóżku. Przetarła zaspane oczyziewając. Założyła swoje różowe, puchate kapcie i podeszła do okna. Odsłoniła zasłony i tym samym wpuściła złote promienie słońca, które musnęły jej policzek. Wpadły do pokoju. Dziewczynka ubrała się i uczesała w długi warkocz. Pościeliła łóżko i zeszła na dół po schodach. W progu kuchni poczuła zapach jajecznicy z bekonem. Siadając do stołu powiedziała:

- Dzień dobry mamusiu.
- Cześć skarbie. Jak spałaś?
- Dobrze, ale miałam dziwny sen.
- Opowiedz mi go jeśli chcesz.

- Byłam w szkole. Skończyłam lekcje, więc szłam w stronę szatni po kurtkę, ale zatrzymało mnie coś dziwnego. Otóż na środku korytarza stał pudelek naszej sąsiadki pani Krysi. Był caluteńki zielony. Biegnące dzieci, które pędziły do domu, nawet go nie zauważały, po prostu omijały. Podeszłam do niego i uklękłam przy nim, a on polizał mnie radośnie swoim językiem po nosie jakby się ze mną witał. Potem zwyczajnie przede mną  usiadł. Pomyślałam, że może być głodny, więc wyjęłam swoją niedojedzoną kanapkę z szynką i sałatą, wyciągnęłam z niej szynkę i dałam mu ją. Gdy skończył jeść, wstałam wraz z nim. Złapał mnie za moją niebieską sukienkę i zaciągnął z niewiadomych przyczyn pod drzwi szkolnych toalet. Piszczał i drapał drzwi jakby było tam coś ważnego. Zdziwiona otworzyłam je. Wystraszyłam się, ponieważ zobaczyłam wodę sięgającą mi do kolan, która nie wylewała się poza próg drzwi. Fido, który boi się wody i wszystkiego co mokre i zimne, wskoczył mi w ramiona. Szczeknął w kierunku toalet, abym tam poszła. Zdjęłam pantofelki, podwinęłam sukienkę i zamoczyłam nogi. Ciężko mi się szło, ponieważ z psem na rękach i do tego po kolana w wodzie nie jest łatwo się poruszać, co gorsza, gdy tak szłam, to spostrzegłam, iż korytarz jest okropnie długi. Pod koniec wędrówki, po której byłam kompletnie wyczerpana, dotarliśmy do umywalek i kabin. Odłożyłam czworonoga na jedną z pięciu umywalek, gdyż moje ręce pewnie by odpadły ze zmęczenia. Fido dyszał i trącał łapą o kran. ,,Pewnie chce mu się pić" – pomyślałam i go odkręciłam. Z kranu zaczęła lecieć zielona i śmierdząca ciecz. Zorientowałam się, że być może to nie był dobry pomysł. Pies rzucił cię pod kran nie zwracając nawet uwagi iż siedzi w wodzie. Zaczął pić tak szybko i łapczywie, że nie nadążał przełykać upragnionego tak bardzo płynu. Chciał więcej i więcej. W pewnym momencie zakręciłam kran, a on się na mnie spojrzał i powiedział: ,,W szkolnej szatni gniazdo ma smok ziejący ogniem, musisz go pokonać za pomocą różdżki. Znajdziesz ją w bibliotece... idź". W tym momencie woda opadła i zrobiło się sucho a Fido wyleciał przez okno. W drodze powrotnej korytarz wydawał się być o wiele krótszy. Na końcu, po wyjściu z toalet stał stoliczek i krzesło, na którym leżał różowy ręcznik i moje białe pantofelki. Wytarłam nogi siedząc na krześle i założyłam pantofle. Ruszyłam w stronę biblioteki. Weszłam przez duże, szklane drzwi i rozejrzałam się po pokoju, jednak różdżki nigdzie nie było. Przechadzałam się pomiędzy półkami, na których leżały przeróżne książki o różnych wielkościach i autorach. Jedna z nich była inna, cała pokryta kolorowymi kamieniami i ze złotym bokiem, a także zamykana na kluczyk. Zastanawiałam się jak ją otworzyć. Po chwili przemyśleń zauważyłam, że mój naszyjnik ze złotym i małym kluczykiem może pasować. I tak też było. Gdy go włożyłam on zalśnił, a ona się otworzyła. Pomimo pozorów nie była to książka, tylko tak wyglądała. To tajna skrzynka, w której na czerwonej i satynowej poduszce leżała różdżka, była piękna. Cała złota z diamentem, który w słońcu mienił się kolorami tęczy, obsypana kryształami. Chwyciłam ją a diament zabłysł, popędziłam do szatni.
 Otworzyłam drzwi lecz nie była to już zwykła szatnia, tylko szachownica - pole bitwy. Znajdowała się nad morzem, pod szarym, bezchmurnym niebem. Ale ważniejszy był smok, cały pokryty oślizgłymi, czarnymi  łuskami, z długim, prawie ośmiometrowym ogonem, dwoma głowami i rogami. Miał długi jęzor i ogromne postrzępione skrzydła. Zaryczał głośno i zaczął na mnie nacierać, co chwilę wzbijając się w powietrze. Nie wiedziałam co robić i jak użyć magicznej broni, dlatego zaczęłam popłakiwać. Gdy smok był coraz bliżej mnie, jakiś słodki głos wyszeptał mi do ucha zaklęcie. Złapałam mocniej różdżkę i skupiłam się bardziej niż kiedykolwiek. Poczwara była już tak blisko mnie, że bez trudu wypowiedziałam czar i wielka błyskawica, odrzucając mnie wystrzeliła w smoka. Ten zamienił się w pył, który porwał wiatr. Wstałam dumna z siebie, zawirowało mi w głowie i w tym momencie się obudziłam mamo.

Pozytywka

Komoda mojej babci była najbardziej niezwykłym meblem w naszym mieszkaniu. Wiekowa, pięknie rzeźbiona, z mnóstwem szuflad, w których kryły się niesamowite skarby, a z każdym z nich była związana jakaś tajemnica.

Tajemnice zawsze mnie fascynowały, tak jak wszystkie drobiazgi znajdujące się w babcinej komodzie. Nie wiedzieć  czemu, babcia niechętnie o nich mówiła, ale pewnego dnia nakłoniłem ją wreszcie, by opowiedziała mi historię dotyczącą jakiegoś przedmiotu z tego tajemniczego mebla. Babcia westchnęła i podeszła powolnym krokiem do jednej z szuflad, chwyciła złotą, zdobioną rączkę i pociągnęła.  Ja usiadłem na miękkiej kanapie i czekałem. Po chwili ruszyła w moją stronę z małym pudełkiem w pomarszczonych dłoniach. Usiadła obok mnie. Było to pudełko drewniane z korbką i  ze srebrnym serduszkiem na wieczku, zamykane na kluczyk. Nie wiedziałem co kryje się w środku. Babcia z kieszeni białego fartuszka wyjęła mały kluczyk i  otworzyła skrzynkę. Moim oczom ukazały się dwa tulące się gołąbki w otoczeniu sztucznych róż. To pozytywka. Zakręciła korbką i od razu cały pokój wypełniła piękna melodia, a dwa gołąbki zaczęły się kręci i wirować do rytmu. Gdy piosenka ucichła babcia zaczęła opowiadać :

- Za mojego młodu, gdy byłam tylko kilka lat starsza od ciebie, zakochałam się w młodzieńcu o imieniu Emil, prawdopodobnie byłby to twój dziadek. Nasza miłość rozpoczęła się, gdy oboje chodziliśmy do szóstej klasy. Gdy była przerwa i wyszłam na podwórko, on do mnie podbiegł z bukietem dopiero zebranych stokrotek, i wręczył mi je. Dodał do tego szczery uśmiech i zapytał czy po szkole zechcę z nim pójść nad rzekę. Zgodziłam się, a on ucałował mnie w policzek, przy czym ja się zarumieniłam. Zaczęliśmy spotykać się częściej, a uczucie między nami rosło coraz bardziej. W wieku dwudziestu lat, gdy byliśmy parą, podczas festynu uklęknął przede mną i poprosił mnie o rękę. Zgodziłam się. Po ślubie byliśmy nierozłączni. Pisał do mnie listy miłosne i wiersze, przy których największy poeta schowałby się w cień. Spacerowaliśmy po łąkach przy zachodzie słońca. Piekliśmy razem ciasteczka z miodem, moje ulubione. Pewnego dnia zabrał mnie nad rzekę, gdzie po raz pierwszy się spotkaliśmy. Usiedliśmy w cieniu drzewa na miękkiej i zielonej trawie. Wyjął z kieszeni swojego płaszcza tę pozytywkę i podarował mi ją. Pokręciłam korbką i zaczęła grać melodia. Odłożyłam ją na ziemię, a Emil wstał i porwał mnie do tańca. Pamiętam jak w butach było nam niewygodnie, zdjęliśmy je, ponieważ obcierały nas. Hasaliśmy na bosaka, a trawa łaskotała nas w palce. Moja błękitna sukienka wirowała, a włosy bujały na wietrze. To były najpiękniejsze lata mojego życia spędzone z nim. Ale sielanka w końcu musiała się skończyć. Nadeszła druga wojna światowa. Szukali młodych mężczyzn do wojska, którzy broniliby ojczyzny. Padło na Emila.  Z łzami w oczach stałam na dworcu kolejowym i machałam w pożegnaniu. Gdy rozległ się gwizd i pociąg miał już ruszyć, podbiegłam do okna, w którym mój ukochany czekał na mnie. Wychylił się, a ja zdążyłam podarować mu ostatni pocałunek. Lokomotywa ruszyła. Machałam i przyglądałam się jak odjeżdża. Podczas okresu morderczej wojny codziennie modliłam się za niego i czekałam z tęsknotą. Jedynym znakiem życia były listy, w których uspokajał mnie, że nic mu nie jest. Jednak pewnego dnia nie dostałam listu od niego, lecz od jego najbliższego kolegi. Usiadłam na fotelu i czytałam. Zalałam się łzami. Napisał, że Emil już nie wróci. Nie mogłam się pogodzić ze śmiercią męża. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie otrzymam już pocałunku od niego, wierszy miłosnych i że jedyne rzeczy, które mi po nim pozostały to listy, wspomnienia i pozytywka.
W oczach babci zobaczyłem łzy, przytuliłem ją i ucałowałem. Nie ukrywam, że sam zacząłem płakać. Byłem poruszony i smutny, szkoda mi jej było. Gdy babcia przestała płakać, zwróciła wzrok na mnie, uśmiechnęła się i powiedziała:

-  Chodź, upieczemy ciasteczka.

- Z miodem? – zapytałem, a babcia przytaknęła.

I poszliśmy do kuchni.

Wyobraź sobie, że...

Czy zastanawiałeś się czasami co kryje się pod twoim łóżkiem kiedy śpisz ? Nie ?

Usiądź wygodnie i posłuchaj. Kiedy wgramolisz się pod kołdrę i zmrużysz oczy, po pewnym czasie uśniesz. Dokładnie po północy budzą się twoje zabawki, małe misie, lalki, klocki i inne przedmioty. Mają tyle energii i chęci do rozmów oraz zabaw, aż muszą schować się pod twoje łóżko aby cię nie obudzić. Kiedy już się schowają, rozpoczyna się prawdziwy bal dla lalek Barbie. Poubierane w swoje różowe suknie i pantofelki z pięknymi włosami ruszają w tan, a partnerami są im dostojni Kenowie. Pary wirują na parkiecie, a na fortepianie przygrywa im pajacyk. Później małe, kolorowe samochodziki z piskiem opon rozpoczynają mini-wyścig, przy którym kibicują im klocki LEGO. Wygrany pojazd otrzyma koktajl z zabawkowego oleju i benzyny, a także plastikowy puchar. Następnie przychodzi kolej na pluszaki, które w swoim skromnym gronie popijają herbatkę. Podjadając przy tym ciastka i ciasta, i co chwilę pytając się o dokładkę. Mały króliczy kelner, nie nadąża z przygotowywaniem herbatki, śpiesząc się z filiżankami do spragnionych misiów, potyka się i niechcący wylewa napój na jednego z nich. Słychać już sygnał karetki, z której wysiada pani lekarz Słoniowa. To najmądrzejszy pluszak spod całego łóżka. Ogląda poparzenie, nakłada okład i bandaż, na koniec całuje pana misia w uszko, po czym daje mu lizaka, który wywołuje uśmiech na jego pyszczku.
      Przez całą noc tyle się dzieje, jednak to co się zaczęło musi się kiedyś skończyć. I tak z nastaniem świtu wszyscy wracają na swoje miejsca. Budzisz się, wszystko jest w porządku. Schodzisz na śniadanie kompletnie nieświadomy tego co się działo, kiedy ty słodko śniłeś.