Dzieła jego są proste, obrazy nie posiadają głębi, kolory są zdecydowane, ale… wszystkie rzeczy stworzone przez Wacława Zielińskiego są piękne i naturalne, w każdej widać miłość tworzenia. Dzisiaj pan Wacław jest schorowanym, starszym człowiekiem, jednak jego dzieła znajdują się w muzeach w całej Polsce. Od dziecka lubił tworzyć, wspomina, że w szkole nauczyciel czekał na jego rysunki roślin. Pan Wacław nie wie, skąd mu się to wzięło, po prostu czuł, że w każdym kawałku znalezionego drewienka istnieje coś, co chciałoby z niego wyjść …
     Wacław Zieliński w latach 50 przyjechał do Kłębowca z centralnej Polski (urodził się w Czucinie na Białorusi). Jego pierwsze prace, które pokazał ludziom powstały na początku lat 60, kiedy to w wieku niespełna 20 lat zachorował na serce. Robił przeróżne rzeczy, z początku były to drewniane zabawki na wzór, tych które pamiętał z dzieciństwa, w mieszkaniu ma jeszcze żółte koguciki, które po pociągnięciu za sznurek stukają się dzióbkami. Mówi, że artysta ludowy musi być charakterystyczny, musi swoim pracom nadać własny rys, to nie mogą być ślepo skopiowane twory innych artystów. Rzeźbił świątków, grajków, przedstawiał sceny tego, co dawniej robili ludzie. 

      W czasach swojej młodości brał udział w konkursach organizowanych przez m.in. Muzeum Okręgowe w Koszalinie. Pan Wacław zawsze był samotnikiem i indywidualistą, wynikało to poniekąd z tego, ze wałeccy twórcy nigdy nie chcieli go przyjąć do własnego grona… Zaczął wygrywać konkursy, muzea zaczęły kupować jego prace, z czasem stał się na tyle znany, ze zaczął wykonywać pracę na zamówienie Cepelii. Wiele jego prac zawędrowało również za granicę. Opowiada o swojej pasji, jaką jest wykonywanie kołatek wielkanocnych, które związane są z obrzędowością wielkanocną w centralnej Polsce, chodziło się z nimi po domach, kościołach i wypędzano nimi diabła. W centralnej Polsce kilka dni przed Wielkanocą chodzili po wsi i hałasowali kołatkami, żeby odegnać złe duchy, po to żeby w czasie Wielkanocy, kiedy w kościołach będą dzwonić, diabeł nie rozsadził dzwonów. Wspomina ze szczególnym rozrzewnieniem o jednym konkursie w Koszalinie na wyroby sztuki ludowej związane ze świętami wielkanocnymi. Okazało się, że tylko Wacław Zieliński wziął udział w tym konkursie… odpisano mu, że z uwagi na wybitny poziom artystyczny i ludowy charakter jego prac organizatorzy przyznali mu nagrodę pieniężną. 

    Inną pasją pana Wacława jest również muzyka, nie zna nut, ale na harmonijce ustnej potrafi zagrać ze słuchu wszystko. Wiem, bo nagrałam jego grę i sprawdziłam u profesjonalnego muzyka, twierdzi, ze gra jest bardzo czysta. Harmonijki ustne to hobby Wacława Zielińskiego, ma ich już przeszło trzydzieści. Opowiada, że kiedy jedzie do Piły nie może się powstrzymać, żeby nie kupić jakiejś nowej w sklepie muzycznym. Opowiadał, spotkał któregoś razu przed świętami Bożego Narodzenia dwóch chłopców, którzy grali na skrzypcach i harmonii na skwerku, cieszyło się to ogromnym zainteresowaniem – przechodnie wrzucali im pieniądze do futerału- panu Wacławowi tak się to spodobało, że kupił harmonijkę ustną i grał razem z nimi. Przechodnie pytali go czy gra z synami.

     Lubił również rzeźbić pasyjki z Jezusem na krzyżu, czasami figura Jesusa wisiała na krzyżu, ale nie była ukrzyżowana, wzbudziło to ogromne kontrowersje wśród oceniających, ponieważ pasyjka wzięła udział w konkursie. Ostatecznie jednak wygrała. Pan Wacław opowiada z uśmiechem, że lubi tworzyć rzeczy, które zmuszają do myślenia. Dzisiaj artysta już rzadko wykonuje jakieś prace, coraz trudniej mu utrzymać nożyk, a przecież nawet jedno drgnienie ręki, chwila nieuwagi spowoduje, że praca zostanie zniszczona. Wacław Zieliński opowiada, że jeszcze nigdy nie zniszczył swojej pracy, być może dlatego, że kocha to co robi.

     Wacław Zieliński już nie rzeźbi, nie bierze udziału w konkursach organizowanych przez muzea, jednak odwiedzając go w jego domu widziałam wiele ciekawych rzeźb, obrazków malowanych na desce, kopii obrazów sławnych mistrzów namalowanych zwykłą kredką… to zachwyciło mnie najbardziej, od razu widać, że nie mieszka tu zwykły człowiek. Uwagę przyciągają również płaskorzeźby z ludowym motywem, którymi Wacław Zieliński ozdobił sobie szafki kuchenne. Każdy jego obrazek ma swoją historię, żaden nie jest po prostu obrazkiem.

Kto wie, kim byłby dziś Wacław Zieliński, gdyby skończył jakąś szkołę artystyczną, nauczył się dobierania kolorów, pozyskiwania głębi obrazów, czy technik rzeźbiarskich u profesjonalistów.

                                                                           Aldona Piaskowska