Rozdział III 

Nie słuchając wzięłam smycz i przymocowałam do Borysa. Wyszłam z dwoma kotami na dwór i uzmysłowiłam sobie, że Borys nigdy nie chodził na smyczy. Od razu powiedziałam do kotów: - Ha! Jeszcze będziesz chodził mi na smyczy koło nogi, zobaczysz jak Cię wyszkolę kolego!  Borys skulił uszka i położył się obok Filemona. Ja przyniosłam przysmaki, 2 miski i mokrą karmę. Filemon zamerdał ogonkiem i zaczął miauczeć obok mnie, nakarmiłam wszystkie koty i po chwili mama zawołała z podwórka, bo opalała się z tatą.

– Kochanie! Uważaj! Tata niesie mnie do basenu!!! Grzegorz! Wolniej! Ha! – powiedziała szczęśliwa
i jednocześnie wystraszona mama. Uciekłam przy krzakach obok trampoliny z kotami, które mlaskały i oblizywały się co chwilę. Tata już wchodził po drabince, żeby wrzucić mamę do wody, ponieważ mama rzadko kiedy ma czas na leżenie
w basenie. Ja też weszłam i bawiliśmy się tak do wieczora. Aż mama spytała mnie w końcu:

- Gdzie jest Borys? Gdzie jest Śnieżka? Zostawiłaś jeszcze Borysa na smyczy, prawda?! – wykrzyknęła oburzona. – Taak…  Od razu gdy to powiedziałam, zauważyłam małą brązowo-białą piłeczkę, która jadła trawę. Tak! Jadła trawę! I to był Borys, z ciągnącą się smyczą przyczepioną do szelek. Wyszłam z basenu i złapałam go. Mama i tata siedzieli
w basenie do 20.00, więc wszyscy byliśmy głodni. Nie zrobię sobie przecież sama kolacji, a płatki, omlet czy kanapki to dla mnie za mało. Głodowaliśmy razem siedząc z kotami na tarasie. Nauczyłam się chyba od nich piosenki, która idzie tak: Miau… Miau! Miau… Miau… Miau!!! . Nauczyłam się jej
i później mrugnęłam do kotów lewym okiem. Czytałam
w Internecie, że to znaczy ,,Nie bój się, to ja. Nic Ci nie zrobię.” I koty odmrugnęły do mnie dwoma oczami, ale tak znacząco. Pomyślałam, że skoro mama się tak dobrze bawi, to spróbuję ją rozbawić jeszcze bardziej.  Śmierdziało chlorem z basenu, a ja byłam głodna jak wilk. Wpadłam na pomysł, że skoro mamy  trzy koty, które miauczą, to mogę być czwartym kotem! W końcu umiem już jedną piosenkę, więc męczyłam wszystkie koty, żeby miauczały ze mną, aż wreszcie znalazłam 3 kijki i gdy kociaki nie chciały śpiewać, lekko dotykałam czubkiem badyli ich plecków i drapałam, jakby to były pchełki. Wtedy one miauczały i ja też.

– Chyba koty zaczęły się marcować… tylko… aż cztery różne głosy?!- zdziwiła się mama, ponieważ co ranek słyszy ich odgłosy i słuch ją nie myli.

– Może się marcują… tylko w czerwcu?! - wtrącił się tata głosem znawcy. Zaczęłam cichutko chichotać i chyba mama już wiedziała, że włóczęga kot to ja. Po naszej kolacji  wsypałam karmę kotom. Nadal żal mi było Filemona, który musi być na dworze, a gdy był mały, to nawet smyczy ani żadnego legowiska nie miał i nie spał w domu, tylko od razu w piwnicy! Więc już gdy mama kładła się do łóżka, spytałam:

- Mamo, słuchaj jest taka sprawa… bardzo szkoda mi Filemona, który musi spać w piwnicy, gdzie nie ma małego drapaka ani legowiska! Jest tylko kołek drewna i 3 gazety rozłożone w pudełku! To jest skandal, więc dopóki Śnieżka nie dorośnie, Filemon będzie spał w łazience. Ok? Naprawdę mi go żal… biedaczek, prawda mamo?... – wydusiłam z siebie ze strasznie WIELKIM ŻALEM. Po czym mama mi odpowiedziała ze zdziwieniem i przerażeniem.

– A co Ci się tak nagle stało?! Chcesz tego brudasa do domu?! O nie … 3 koty w naszej malutkiej łazience, nie! W życiu! Idź spać. Dobranoc kochana!

 Wkurzyłam się, gdy to usłyszałam, więc sama postanowiłam wziąć Filemona bez niczyjej pomocy! Gdy rodzice już spali, zeszłam na dół, otworzyłam okno i zaczęłam wołać: kici, kici. Aż wreszcie Filemon się zjawił i wzięłam go do łazienki, z zapalonym światłem przy lusterku. Borys się obudził, a Śnieżka przewróciła się leniwie na drugą stronę. Filemon obwąchał drapak i już się nim bawił, po czym obwąchał kocyk w koszyku i się położył. Borys położył się na Filemona, a przez to Śnieżka zasyczała na nich. Obaj skulili uszy i poszli spać.