Rozdział IV

Zgasiłam światło. W koło było cicho i ciepło.

Położyłam się obok koszyka kotów. Wcześniej przygotowałam tam chusteczki, bidon, śpiwór oraz poduszkę.

– Martyna! Co Ty tu robisz?! – powiedziała z zaskoczeniem mama, trzymając na rękach Filemona, który był jeszcze zaspany.

– Mmmmm…. Co?... Oddaj Filemona! On jest słodki! PROSZĘ MAMO!!! – powiedziałam nieprzytomna. Ale nic to nie dało. Mama wzięła topiony serek i wszystkie koty wybiegły na dwór, aby zjeść śniadanie. Ja nie jadłam śniadania, ponieważ bałam się, że Śnieżka i Borys uciekną od kotów. Mogą być niebezpieczne przy jedzeniu, ponieważ Śnieżka to zadziorna kotka.

– Martyna, jedz już, bo płatki z mlekiem wystygną, a Borys nie ucieknie, ja będę patrzeć – powiedziała mama, która była już ubrana i umyta w tak krótkim czasie.

 – Ok mamo. Ale weź Śnieżkę na smycz i trzymaj ją – powiedziałam smutna, ponieważ nie wyspałam się
w śpiworze.

– Och…. No dobrze. Tylko gdzie ja położyłam szelki?… - zapytała mama rozglądając się po kuchni. Zjadłam spokojnie
i poszłam założyć strój kąpielowy, ponieważ nigdy nie wiem czy pójść do basenu czy nie. Mama siedziała ze Śnieżką do czasu drugiego śniadania, piła kawę z tatą, a ja bawiłam się
z kotami. Tata pobiegł do basenu, wskoczył i zanurkował do wody, a ja musiałam skorzystać z okazji do zabawy.

Mama poszła robić drugie śniadanie, była 10.26,a my bawiliśmy się z tatą w najlepsze.

- Ej! Omlet i herbatka czeka! – krzyknęła mama rozkładając jedzenie na dworze.

– Zobaczę gdzie koty, wezmę Śnieżkę i Borysa do domu, a Filemona zamknę w piwnicy lub garażu - powiedziałam sama do siebie. Wytarłam się lekko, owinęłam w ręcznik, założyłam koszulkę na ramiączkach i zaczęłam wołać: kici, kici, ale nic nie pomogło. Borys przybiegł z piwnicy cały upaćkany,
a Śnieżka za nim. Kotka była biała, a po wyjściu z piwnicy stała się czarna, tak jak Borys. Borys już poszedł do domu, a Śnieżka jeszcze nie wiedziała do końca o co chodzi. Zleciał czas do kolacji, chodziłam po podwórku koło brata i pomagałam mu w malowaniu felg od samochodu, tacie też służyłam pomocą. Chociaż tata ciągle gadał z kimś przez telefon.

– Martyna, podaj jakąś szmatę – powiedział Dawid, po czym zaczęłam się rozglądać wokół za szmatą. Podałam mu jakąś brudną szmatkę i poszłam poopalać się z mamą,
i poczytać książkę, ponieważ uwielbiam czytać książki. Kotami się nie interesowałam, bo myślałam, że w trójkę sobie poradzą. Zasnęłam z mamą przy basenie w cieniu trampoliny. Obudziły nas po dwóch godzinach krople wody z basenu. Wzięłam tylko Borysa do domu, a Śnieżka jeszcze została, ponieważ ona może zostać dłużej. Już szłam spać, zapomniałam o Śnieżce i mama też. Następnego dnia zaszłam do łazienki i nakarmiłam Borysa. Wyszłam na dwór na śniadanie, było bardzo przyjemnie.

– No i Śnieżka została wczoraj na dworze, nie? – powiedziała mama.

– Tak i nie wiem gdzie jest. Wiesz mamo, trzeba było ją powoli przyzwyczajać do przebywania na dworze - powiedziałam obrażona. I odniosłam talerz do kuchni, po czym wsiadłam na rower.

 – Mamo, Śnieżka naprawdę zaginęła! Poszukaj jej ze mną! Proszę!!! Jeździłam ponad 3 godziny i wołałam ją. Bezskutecznie!.

Po 3 miesiącach kotki nadal nie odnaleziono, ale miałam ochotę jej jeszcze poszukać. Za każdym razem nie udawało jej się znaleźć. Płakałam, modliłam się i szukałam co dzień. Pewnego razu odpuściłam, martwiłam się o nią. Była bardzo sprytna i pomyślałam, że poradzi sobie sama, gdzieś na odludziu, ale mimo to przychodziły mi na myśl straszniejsze rzeczy. Myślałam, że może ktoś ją przygarnął, a o nas zapomniała i nigdy nie wróci do wioski.

-Kochanie, chodź spakuj się do szkoły, ja zrobię jajecznicę – powiedziała mama zaglądając do salonu, gdzie siedziałam i pisałam w swoim pamiętniczku przy elektrycznym rozpalonym kominku. Ten wieczór był straszny, padało i od czasu do czasu grzmiało. Wyłączali prąd, a ja rozmyślałam
w łóżku o kotce. Odłożyłam pamiętnik. Gdy znowu zabrali prąd to błyskawicznie zasnęłam.