Rozdział V

Mijały dni, pytałam kolegów i koleżanek w klasie czy widzieli białą, zwinną kotkę w brązowe łatki, ale odpowiadali, że nie. Trudno, muszę to zaakceptować.

- Ona była znaleziona w dziczy, nie była od małego wychowana w domu – powiedziałam do Kasi ze sztucznym uśmiechem.

 – Mogę ci pomóc jej poszukać, ale to nie będzie łatwe – pocieszyła mnie przyjaciółka, która naprawdę chciała mi pomóc, ponieważ obie uwielbiamy koty.

– Nie, dzięki. Już trudno, dziwna kotka… po co mi ona? 
W domu zapomniałam o niej i przyszłam do taty, który pracował w swoim biurze na komputerze.

– Tato, odrobię dzisiaj tu lekcje – oznajmiłam. Dobrze, że mój tata pracuje w domu…

- Dobrze kochanie, siadaj sobie – powiedział tata zapatrzony w komputerze na samochody. Rozłożyłam się na jego biurku z książkami, piórnikami, zeszytami, podręcznikami
i śniadaniówką.

– Ej, ej śniadaniówkę do kuchni! Weź sobie długopis czy co tam potrzebujesz i piórnik schowaj, aby było czysto Martynko – odrzekł tata, spoglądając na mój ,,ekwipunek” szkolny.

Odrobiłam lekcje, pobawiłam się pluszowym konikiem, który mi towarzyszy zawsze w szkole, zjadłam obiad i porysowałam w moim brudnopisie z gumowych klocków. Nagle jakiś kot pod oknem zaczął miauczeć.

- Znam ten głos, a Ty tato znasz? – spytałam z uśmiechem, mając na myśli kotkę.

– Nie kochanie, ale zaraz pogonię kocura… - powiedział tata zapatrzony w komputer.

– Lepiej nie, bo uważam że to Śnieżka – odpowiedziałam ze zdziwieniem, przysłuchując się miauczeniu kotki.

– Idę zobaczyć jaki to kot. Na pewno to Śnieżka! Śnieżka! Kici kici! – krzyknęłam wybiegając z gabinetu taty.

 – Stój! Śnieżka nie przyszła do nas przez 5 miesięcy, więc teraz też nie przyjdzie - powiedział tata, kończąc zdanie westchnieniem. Gdy weszłam do kuchni, ujrzałam piękną, dorosłą i szczupłą, białą kotkę, która przypominała mi taką jedną szaloną Śnieżkę. Nie mogłam uwierzyć, że tak dorosła, była przecież zaledwie jak Borys, a wróciła jak Filemon.

– O kurczę! Śnieżko! Dam ci szyneczkę, dobrze? – ucieszyłam się na jej widok i cicho otworzyłam lodówkę.

 – Nie, nie. Po tak długiej podróży, zasługujesz na kanapkę!!! – powiedziałam, uśmiechając się na widok kotki. Przygotowałam jej kanapkę z szynką, serem, kiełbaską, wędliną, kurczakiem (który był na obiad), stekiem, sałatą, serkiem topionym
i masłem orzechowym. Kiedy wkładałam ją do jej miski to prawie kanapka mi spadła, ponieważ Śnieżka trąciła ją łapką. Jadła i jadła. Byłam bardzo szczęśliwa.

– To takie rzeczy, tak?! – powiedział tata stojąc w rogu kuchni.

– Ale tato, to nasza kotka! Zrobiłam jej kanapkę i nalałam wody, a i tak jej nie wystarczy do ranka… tato! Nie mów nic mamie!!! Proszę!!! – powiedziałam z płaczem, po czym upadłam na kolana i prosiłam tatę, aby Śnieżka została.

–No dobrze, ale mamie powiem o Śnieżce, a rano zrobię jej kanapkę z serkiem topionym, bo wszystko zużyłaś.  Jedziemy więc do sklepu! Kupimy również karmę, jeśli chcesz.

 – Jej! Dobrze! Wezmę swój portfelik i wsiadam do samochodu J. Ubrałam się i wsiadłam do samochodu, gdzie tata na mnie czekał.

– A tato…? Mogę wziąć koty? Ile to potrwa, jedziemy jeszcze gdzieś oprócz do sklepów? – zapytałam z pewnością, że tata odmówi.

– No dobra. Weź je na smycz, jedziemy po mamę, do sklepu spożywczego i do takiego z meblami, akcesoriami dla zwierząt, meblami ogrodowymi, łazienkowymi i kuchennymi. Żebyś mi nie krzyczała, że Ci się nudzi, to weź te koty. Wzięłam je na smycze, a one jakby już wiedziały, że mają jechać, wskoczyły do samochodu. Niestety, Śnieżka nie chciała wskoczyć i jechać, ale ja nie miałam zamiaru jej znów zgubić i potem szukać. Podrapała mnie bardzo, gdy wrzucałam ją do samochodu. I pojechaliśmy…