Rozdział VI

Po wielkich wysiłkach, aby Śnieżka nie nabroiła
w samochodzie, zaparkowaliśmy pod sklepem spożywczym.

- Idziesz ze mną? – spytał tata. Dobrze wiedziałam, że tata nie najlepiej odnajduje się w przedziałach sklepów spożywczych.

– Dobrze tato, pójdę z kotkami -  odpowiedziałam, ale przeczuwałam, że właściciel lub ochroniarz tego sklepu nie wpuszczą nas ze względu na koty. Tata otworzył drzwi, a ja pociągnęłam je za smycze. Spojrzałam, czy nie ma ochroniarzy… okazało się, że nie ma! Tylko jeden stał przy jakimś stoisku.

– To pewnie nic takiego, jakieś duże worki… pewnie proszki do prania! – rzekłam do taty, aby się nie martwił. Brałam wszystkie produkty z listy, którą zostawiła mi mama:

Lista produktów:

masło, ogórki, jogurt naturalny x4 , mąka, chleb, kilka słodkości i gumy do żucia.

- Wszystko prawie gotowe, jeszcze słodkości! Wezmę chyba dość dużo… - myślałam sobie. Szukałam stoiska ze słodyczami oraz chipsami.

– Jest! Jest! Tato! – zawołałam dość cicho tatę do stoiska, którego szukałam, zaczęłam wybierać przeróżne słodkości… Pociągnęłam rękę, którą trzymałam smycze.

 – Koty! Mój Boże!!! – krzyknęła jakaś pani. Wybiegłam
z działu i wbiegłam do stacji 8: Karmy i akcesoria dla zwierząt. – No nie… - westchnęłam. Bardzo szybko ruszyłam do stacji z karmą, znalazłam tam Borysa (z zielono-czarną smyczą), który jadł karmę ,,Benek” oraz Filemona (z czarno-brązową smyczą). Ale Śnieżki już nie znalazłam. Złapałam koty i schowałam je do torby na zakupy, dobrze że była duża!  Sprzątaczki przybiegły, aby posprzątać po moich kotkach.

– Tato! Masz tu tę torbę, w środku są koty! Uważaj na nie! – powiedziałam na jednym wdechu, po czym pobiegłam do działu z akcesoriami dla zwierząt. W końcu znalazłam kotkę, stała przy początku działu z karmami. Pierwsza karma była z kotką podobną do mojej i dlatego nie mogłam jej znaleźć. Okazało się, że tu stoi ochroniarz i co chwilę patrzy na inne stoiska. Pewnie nie zauważył Śnieżki, tak jak ja. Kotka na karmie podawała łapę do zdjęcia. Dziwne, że Śnieżce zaplątała się przednia łapa o smycz i wyglądała kompletnie jak kotka z karmy! Ochroniarz nie chciał zejść z tego działu, więc poszłam do stoiska z przyprawami, gdzie zrobiłam bałagan, porozsypywałam je wszystkie i przybiegł nie ten ochroniarz, co chciałam. Tato biegał po przedziałach szukając mnie. Ja stałam przy dziale zoologicznym. Nagle Borys przybiegł i wskoczył na najwyższą półkę z legowiskami. Zaczął je gryźć i bawić się nimi, ochroniarz pobiegł do działu 2 po drabinę.

– Jest! Dzięki Borys! – krzyknęłam, i zabrałam koty do taty.

– Gdzieś ty była! Idziemy do kasy! – krzyknął na mnie tata. Przypomniałam sobie, że tam wszyscy mogą zobaczyć koty. Rzuciłam parę smakołyków kotom za bramkę jednej
z zamkniętych kas.

– Misja rozpoczęta! –  szepnęłam do kotów. Koty rzuciły się
w stronę jedzenia, bramka przy kasie była zamknięta, więc misja kotów się nie udała. Śnieżka przebrnęła bardzo dobrze, schowała się pod piekarnikiem do sprzedania, ale moim dwóm kolejnym kotom… nie za bardzo udało się przejść. Borys wpadł w stos reklamówek, jedną miał na głowie! A Filemon wlazł na taśmę do kasy. Zaczął ,,ćwiczyć” jak na bieżni.

– Pff… dobrze, że tata tego nie widział! – westchnęłam, wyjmując koty i wpychając je pod piekarnik. Uśmiechnęłam się do taty, pośpieszając go, ponieważ wątpię, żeby koty długo razem wytrzymały… Tata powiedział, abym biegła szybko do samochodu. Wlazłam pod piekarnik po koty, jednak okazało się, że ich nie ma!

– No nie!!! – krzyknęłam. Zauważyłam, że dwa siedzą
w wózku bobasa, a jego mama coś szuka w stacji 7. Borys, mój leniuch, był oczywiście w sklepie z telewizorami, oglądał Big Time Rush. Wyciągnęłam je stamtąd, zajęło mi to
2 minuty, bo dla mnie to normalka… niegrzeczne koty! Biegłam do samochodu najprędzej jak się tylko dało. Przeliczyłam koty oraz smycze. Wszystko się zgadzało! Tata rozpakował zakupy w samochodzie, odłożył portfel i odpalił samochód. Już wyjeżdżał, gdy wybiegł ze sklepu ochroniarz. Tata już przyspieszył nie widząc ochroniarza, tylko ja go widziałam. Odetchnęłam z ulgą.

– Wzięłaś karmę? – spytał tata.

– M… chyba tak, tato… nie wiesz jak ganiałam za tymi kot…  Przerwałam na moment. Wiedziałam, że tata da mi szlaban, jeżeli to usłyszy. Zacięłam się: kot… kot… karmą! – krzyknęłam szczęśliwie.

– Mhm, zajeżdżamy po mamę do cioci i wracamy do domu, nie zdążymy nigdzie więcej - powiedział ze smutkiem tata.