Rozdział VII

Wróciliśmy do domu. Było już bardzo późno, ja szłam spać. Wzięłam 2 koty i położyłam je na kanapie, na ich legowiskach
i poduszkach. Musiały mieć włączony telewizor do spania. Dziwne, że zawsze się na niego patrzyły, jakby rozumiały każde ludzkie słowo. Gdy włączyłam telewizor, poszłam umyć się i położyłam się, usłyszałam – SUPER OKAZJA! Legowiska, zabawki, preparaty do higieny oraz drapaki do 100 cm, a to wszystko za jedyne… 40 zł.! Śpiesz się! Znajdziesz tu wszystko dla swojego kota! To tyle, co usłyszałam. Musiałam zerwać się z łóżka, bo Borys zaczął buszować w kuchni.

– Co się tu dzieje?! BORYS! Siad! – krzyknęła mama ze złością. Borys się napuszył i usiadł spokojnie.

– Jej! Borys, do łóżka na legowisko, ale mi to już! – krzyknęłam na Borysa, po czym Borys grzecznie powędrował do góry.

– Jutro jadę na zakupy kochanie, tata jedzie pracować za granicą, a Dawid do znajomych. Ty za to idziesz do Kasi z kotami, proszę wróć o 15.00 – powiedziała mama, kładąc rękę na ścianie.

– Dobrze mamo… A Dawid i Ty o której wrócicie? – spytałam
z żalem, bo myślałam, że będę mogła zostać u Kasi do 18.00.

– Wiesz, ja będę o 16.00, a .. ty możesz zaprosić Kasię do nas! – krzyknęła mama.

 – Mamo, ale Kasia u nas już tak dużo razy była, że skończyły się nam zabawy, teraz czas na mnie, abym ja do niej przychodziła – powiedziałam patrząc na mamę.

Mama zgasiła światła i odpowiedziała:

– Córeczko, niech tak będzie, ale wróć o 15.00. Nie zobaczymy się rano, bo jadę już o 9.30, dobranoc skarbie.

 – Dobranoc mamo - powiedziałam. Gdy weszłam do góry, sprawdziłam, czy mam w swoim portfelu 40 zł., które chciałabym wydać na legowisko dla Filemona na jego urodziny.

– O nie… - zająknęłam się. – Mam tylko 20 zł. Było mi smutno, bo już za 3 dni urodziny Filemonka. Filemon ma 7 lat, więc powinien dostać najlepszy prezent. Śnieżka przybiegła, wraz za nią Borys.

– Idźcie do salonu! Na łóżko! JUŻ! – krzyknęłam. Jednak koty zostały w moim pokoju.

– Co się tak patrzycie?! Co ja?! Duch?! – wrzasnęłam na nie
z płaczem. Koty usiadły na moich kolanach i miło zaczęły mruczeć. W tej chwili, zastanawiałam się, jakiej rasy jest Borys.

– Dobra, rozumiecie? Nie mam prezentu dla czarno-białego kotka. On, on… zawsze był przy mnie, kiedy płakałam, byłam chora i w najtrudniejszych chwilach w życiu, był ze mną. A teraz, nie mam dla niego nawet prezentu, bo mnie nie stać. Mam tylko 20 zł, a prezent kosztuje 40 zł. – wyżaliłam się kotom.

Nagle w domu zgasło światło i Dawid powiedział do siebie:

– No nie… znowu nie ma światła. Prądu nie było przez całą noc.

Następnego dnia, z nadzieją, że jest prąd, zeszłam na dół
i chciałam zaparzyć herbatę i podgrzać mleko dla kotów, które jeszcze spały. W sumie, Śnieżka obudziła mnie, bo przewracając się na brzuszek, zahaczyła pazurami o moją koszulę nocną, dlatego wstałam. Kiedy weszłam do kuchni, mama piła wodę.

– Cześć kochanie, nie przypuszczałam, że tak wcześnie wstaniesz! Prądu nie ma. Koty śpią? – zapytała mama w bardzo dobrym humorze.

– Hej mamuś, prądu nie ma?! Boże… koty śpią, ale Śnieżka mnie obudziła… Jak ja podgrzeję kotkom mleczko i sobie herbatę?! – spytałam mamę z gniewem. Mama nic nie odpowiedziała, wyjęła zapalarkę i podpaliła jeden z palników.

– O, no… dobrze. O jej! 08.23 nigdy tak wcześnie nie wstałam – przestraszyłam się, gdy spojrzałam na zegarek. Gdy wszyscy zjedli śniadanie, poszłam się ubrać i wyszłam z kotami na dwór. Bawiliśmy się, biegaliśmy. Borys poznawał nowe miejsca na podwórku i w ogrodzie. Wróciliśmy około 11.00. Nikogo nie było w domu, więc wpadłam na pomysł, aby zrobić ,,Kocie przysmaki” według przepisu z książki.

– Borys! – krzyknęłam na kotka, bo kręcił się po półce na naczynia. – Stoisz za kubkami! Możesz się przybliżyć?! Kocie! – mówiłam do kota, ale on i tak nie rozumiał, usiadł i lizał łapkę.

– Nie oderwę od Ciebie wzroku! – powiedziałam, gdy przerwała mi znów reklama o kolejnych akcesoriach dla zwierząt. Ponoć są kuwety nowej generacji… przez moment się zamyśliłam, a wtedy Borys strącił kubek z napisem ,,Księżniczka”. 

– BORYS! BORYS! BORYS! - krzyczałam wielokrotnie. Ściągnęłam go z półki, a on podkulił uszy i zamknął oczy. – Do tego potrzebny jest specjalista – westchnęłam patrząc na kubek. Chwilę potem na stole kuchennym było: białe prześcieradło, mocny klej oraz zdjęcie kubka. Koty zamknęłam w skrzynkach przewozowych, dałam im jeść i postawiłam transporter na stole kuchennym. Kawałek po kawałku sklejałam kubek. Było 6 części. Koty zaczęły miauczeć, bo zobaczyły mamę w samochodzie.

– O nie! Trzeba wszystko szybko sprzątnąć!!! – krzyknęłam. Klej położyłam szybko na lodówkę, koty wypuściłam, a prześcieradło położyłam za odkurzacz . Tylko kubek został na stole. Klej nie zasechł, więc jak go wezmę, może się rozwalić. Przesunęłam kubek na prześcieradło, a wtedy zadzwoniła do drzwi mama. Nie byłam jeszcze gotowa, bo musiałam nasypać kotom karmy, kubek zepchnęłam szybko na prześcieradło. – Już idę! – krzyknęłam do drzwi i położyłam prześcieradło z kubkiem delikatnie za odkurzaczem. Koty podbiegły do drzwi. Mama dzwoniła i wołała do mnie, po czym szybko otworzyłam. W kuchni mama spytała co tak śmierdzi klejem. Powiedziałam, że ja nie czuję i pobiegłam z prześcieradłem i kubkiem do góry. Mama oczywiście pytała co robiłam. Powiedziałam, że nic! Choć chciałam już powiedzieć mamie o tym kubku. Ale widać było po mamie, że nie ma humoru. Poszłam spokojnie do góry i siedziałam cicho z kotami, aby mama niczego się nie domyśliła.